Blog Pati Sołtysik prosi o zaakceptowanie plików cookie związanych z działaniem strony internetowej. Więcej informacji o plikach cookie i przetwarzaniu danych osobowych można znaleźć w Polityce ochrony prywatności.późniejAKCEPTUJE

Moje miasto Kraków “chodźże na rynek”

29 lat temu urodziłam się w Krakowie i nadal jest to moje miasto, moje miejsce na ziemi. Tutaj niespełna 4 lata temu na świat przyszedł mój syn Stanisław.

Kraków to nasz dom, chociaż porównywalnie dużo czasu spędzamy w stolicy.

Sytuacja zawodowa mojego męża sprawiła, że również w Warszawie mamy swoje miejsce. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że nasze życie rodzinne dzielimy na dwa domy, na dwa miasta. 


Życie w takim Mieście jak Kraków jest bez wątpienia wyjątkowe. Jednak zazwyczaj rozczarowuję mieszkańców innych miast, którzy dowiadując się, że mieszkam w dawnej stolicy Polski, są przekonani, że w zasadzie co chwilę jestem na Rynku Głównym … lub „na starówce” (oczywiście w Krakowie nie ma starówki, ale często muszę to tłumaczyć). Napisałam rozczarowuje, bo prawda jest taka, że stare miasto to bardzo turystyczne miejsce, które owszem odwiedzam, ale tak naprawdę bardzo rzadko. To trochę tak jakby każdy Paryżanin miałby być co tydzień pod Wieżą Eiffla…


Narodziny Stasia spowodowały jednak, że staram się bardziej systematycznie zabierać synka do serca naszego miasta. Przecież każdy mały Krakus lubi karmić preclami (obwarzankami ) gołębie, wie co to hejnał i , że na rynku jest Pan Adam. Oczywiście mój bystry trzy i pół latek nie wie kim był Adam Mickiewicz i jak na razie mówi, że pan Adam był superbohaterem, bo ma pelerynę, ale na wszystko przyjdzie czas. 

Dbam o to by Staśka oswajać z różnymi miejscami i pokazywać uroki grodu Kraka. 

Ja sama pamiętam ze zdziwieniem, gdy w podstawówce odbywała się np. wycieczka na Wawel i dla mnie to była po prostu kolejna wizyta na zabytkowym zamku, a dla wielu dzieci (tak samo jak ja wychowujących się w Krakowie) był to pierwszy raz. Chcę, aby mój syn korzystał z piękna i możliwości jakie daje życie w takim pięknym miejscu.

Założyłam sobie, aby raz w miesiącu wybrać się ze Staszkiem na Rynek i owszem bywają takie miesiące, że nam się to nie udaje, ale generalnie plan realizujemy. Bo Kraków to nasze miasto. Także mówiąc po „krakosku”[1]raz na jakiś czas powiem do Staśka: chodźże na rynek!


Na ostatni spacer na Rynku wybraliśmy się w trudną i zmienną pogodę: wiało, padał deszcz i dopiero na koniec wyszło piękne słońce. Dla nas to żadna przeszkoda.

Dla dziecka zwiedzanie i odkrywanie świata ma zupełnie inny wymiar niż dla dorosłego.

Ja staram się pokazywać Staśkowi świat i … momentami nie przeszkadzać, nie narzucać swojego planu. Lubię, gdy on coś zaproponuje, czuje się partnerem. To on pokaże mi coś co zauważył.

Gdyby to ode mnie zależało to w planie ostatniego spaceru nie byłoby skakania po kałużach… ale skoro oboje mamy być szczęśliwi- to było bardzo mokro! 

Podstawowa zasada jaką się kieruje przy pokazywaniu i wyjaśnieniu Stasiowi świata to dostosowanie wszystkiego do poziomu dziecka. Dla mnie sukcesem jest to, że Stanisław wie, że na Rynku Głównym w Krakowie jest pomnik pana Adama, a przecież kilkulatek nie musi na razie recytować inwokacji. Tak samo jest z historiami o zabytkach czy wizytami w naszych ulubionych muzeach.


Deszcz zachęcił nas do odwiedzenia bardzo lubianej przez nas Galerii XIX wieku w Sukiennicach. Stasiek uwielbia galerie i muzea. Miał niespełna trzy tygodnie, kiedy pierwszy raz zabrałam go na spacer do Muzeum Narodowego (oczywiście w Krakowie ;).

Zwiedził też Louvre, raczkował po Centrum Pompidu , biegał po Tate Galery i podziwiał dziewczynę z perła w Hadze …

Po co to piszę? Bo muzeum to miejsce dla każdego. 

Podczas naszej ostatniej wizyty w Sukiennicach Staś obowiązkowo musiał policzyć czy wszystkie konie na wielkim obrazie się zgadzają – a ma być ich cztery ( czwórka Chełmońskiego) , czy pani dalej jeździ na Golasa na koniu ( „Szał” Podkowińskiego) , oraz czy przypadkiem nie zgasł ogień na obrazie ( pochodnie Nerona ) 

Zawsze zatrzyma się też przy rzeźbie pieska oraz odszuka różnych elementów na innych obrazach – np. księżyca, grajka itd. 

Zaszczepiając w dzieciach wrażliwość na sztukę i ciekawość świata dajemy im piękny fundament na całe życie. My przy tej „budowie” świetnie się bawimy.

Jestem duma, że przy mojej pomocy Stasiek ma swój dziecięcy, ale dorosły świat. 

Mieszkanie w Krakowie, w którym jest tak wiele muzeów i zabytkowych miejsc daje możliwości, z których po prostu z przyjemnością korzystamy.

A Wy? Korzystacie z takich “atrakcji kulturalnych” w Waszych miastach?


[1]Tak wiem, że poprawna forma pisowni to „po krakowsku”…ale w Krakowie tak nie mówimy;-)


Cudowne zdjęcia podczas naszego spaceru wykonali nam Łukasz i Kamil z https://www.cardiganbrothers.com


Elementy naszych stylizacji ze zdjęć:

STAŚ:

parasol pszczółka Skip Hop

plecaczek La Millou

Zarówno plecak jak i parasol znajdziecie w https://www.esyfloresystore.pl

JA:

płaszcz Aggi

torebka longchamp

botki Ryłko link


0 0 vote
Article Rating

Patrycja Sołtysik22 marca, 2019share

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kamila
1 rok temu

Mieszkać w Krakowie i nie korzystać to grzech! Szczególnie, że to piękne miasto nasze dzieci będą widzieć właśnie naszymi oczami. Czekam, aż dzieci podrosną i wyruszamy pociągiem w podróż do Krakowa 😀

PS. Bochnia też piękna!

KaPa
KaPa
1 rok temu

Kraków… dla mnie najpiękniejsze miasto w Polsce. Powodzenia z blogiem. Będę zaglądać… Nie jestem aktywnym użytkownikiem sieci…ale podglądać będę. 🙂

Karolina
Karolina
1 rok temu

My również raz w miesiącu staramy się być w centrum Krakowa 🙂 tylko póki co największa atrakcją pozostają koniki 🤷‍♀️🖤🐎.

Magda
Magda
1 rok temu

Byłam w Krakowie 3 razy piękne miasto i wiem, że mam jeszcze dużo do zwiedzenia i odkrycia 😄 to super, że pokazujesz świat Stasiowi. My też z mężem staramy się jak najwięcej pokazać chłopcom 😄pozdrawiam

8
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x